Zaczeliśmy tańczyć. Okazało się że on jest świetnym tancerzem. Chciałam żeby ta noc trwała wieki. Czułam się cudownie w jego objęciach, widziałam te wszystkie zdziwione twarze innych uczniów. To był dobry pomysł żeby nikomu nie mówić z kim ide. Później, gdy pierwszy taniec się skończył przyszedł czas na trochę dyskotekowej muzyki. Weszły Fatalne Jędze i zaczeła się impreza. O około 3 w nocy wszyscy zaczeli się rozchodzić. Z mojej fryzury nie zostało nic. Tylko sukienka i makijaż wyglądały, powiedzmy że spoko. Gdy wszyscy wracali do domitriów zaczeła lecieć wolna muzyczka. Pare par jeszcze weszło na parkiet, w tym ja z Draconem. Tańczyliśmy i gadaliśmy.
- A tak wogóle to dlaczego zaprosiłeś mnie a nie Pansy?
- No wiesz... bo ty mi się podobasz.
- Oł... - lekka zawiecha.
Spojrzał mi w oczy a ja mu. Przez te pare sekund zdałam sobie sprawe że się do siebie przysuwamy. Serce przyśpieszyło mi drastycznie. I stało się. Pocałowaliśmy się. Tak jak wcześniej serce waliło mi jak oszalałe to teraz jakby się zatrzymało. Nie wiem ile trwała ta chwila, zdawało mi się że pare godzin gdy tak staliśmy w objęciach. Nic się nie liczyło, tylko ja i on. Teraz już nie okłamie nikogo, nawet siebie. Czułam do niego dużo, bardzo dużo. Całowaliśmy się i całowaliśmy aż nagle rozdzielił nas czas. Na sali zgasły światła, musieliśmy wyjść. W drodze do drzwi w Wielkiej Sali Draco złapał mnie za ręke. Niby nic ale i tak dostałam palpitacji serca. Myślałam że nie wyrobie. Wstydziłam się spojrzeć na niego. I to jest właśnie minus nieśmiałości. Jest też jeszcze jeden minus: buraczenie się. I właśnie taki rumieniec pokrył moją twarz gdy zobaczyłam Freda całującego się z Angeliną, który przerwał swoją czynność gdy zobaczył mnie i Draco.
- Co do...?
- Fred... - powiedziałam bezdzwięcznie zamykając oczy - weź sie przymknij.
Draco parsknął śmiechem, który sprawnie przekrztałcił w kaszel. Miałam na sobie buraka przez całą drogę do klatki schodowej.
- No to do jutra.
- Do zobaczenia. - uśmiechnął się do mnie tym samym uśmiechem, co zapraszał mnie na bal, i znowu miałam ochotę zwiać. Ale tym razem nie mogłam tego zrobić. Tym razem to ja pokażę na co mnie stać. Staliśmy na przeciwko siebie. Każdy przy drzwiach swojego domitrium. Wziełam ręke z klamki i zaczełam seksownie podchodzić do niego, tak jak mama do taty gdy on powie jej coś miłego. Podeszłam do niego i popchnełam go na drzwi. Widziałam szok w jego oczach. Uśmiechnełam się do niego pociągająco i pocałowałam.
- Dobranoc... - szepnełam i odwróciłam się od niego. Gdy weszłam do domitrium i zamknełam za sobą drzwi od razu zamknełam oczy, zjechałam po ścianie na podłogę i zaczełam cichutko piszczeć. Myślałam że się popłacze. Pomyślałam że lepiej się już położe. Otworzyłam oczy, ale to co zobaczyłam wcale mnie nie zadowoliło. Na podłodze między moim a Coryneli łóżkiem siedziała właśnie ona w towarzystwie Ginny i Hermiony.
- No jak tam nocka z blond księciem? - zapytała Ginny i wszystkie parskneły śmiechem. Mi nie było do śmiechu. Zdjełam buty i podeszłam do łóżka.
- Ej, no weź! Żartowałam! Chyba nie chcesz iść spać? Masz nam wszystko opowiedzieć! Jak temu księciu na białym koniu udało się ciebie namówić byś z nim poszła?
Właśnie zdjełam suknię i zakładałam piżamę.
- Wcale nie musiał mnie namawiać...
- Co!? - wrzasneły wszystkie razem.
- No nie musiał mnie namawiać. Zgodziłam się od razu.
- Ale przecież mówiłaś że on jest głupi i tak dalej...
- Ale zmieniłam zdanie.
- Wiedziałam. - powiedziała Hermiona.
- Co wiedziałaś ? - ta nagła zmiana tonu mnie zdziwiła.
- Wiedziałam że cieszysz się z powodu tego że jesteś na balu z Draconem.
- Niby z kąd?
- Bo wtedy jak weszłaś na salę i go zobaczyłaś to zaświeciły ci oczy jak latarnie. A potem gdy szliście pod ręke widziałam to szczęście na twojej twarzy.
- Wow... - zaskoczyła mnie.
- No ja też widziałam jak się szczerzysz ale myślałam że się z niego nabijasz czy coś.
- Gdybyś została do końca to byś wiedziała że dużo się między nami zmieniło.
- Czyli?
- Czyli że jesteśmy razem.
- Co?! - wrzasneła Ginny.
- Nie krzycz tak! Wszystkich obudzisz!
- Ale jak to? A Fred?
- Fred ma już dziewczyne.
- Nie, nie ma.
- Ma. Jak wracałam widziałam go z Angeliną.
- I co z tego że wracali razem, przecież to od razu nie znaczy że ze sobą chodzą...
- Ale czy ja powiedziałam że oni razem wracają? Nie. Całowali się tutaj pod łazienką.
- Nie!
- Tak!
- Dobra. Nie ważne. - powiedziała Corynelia - a co z Matem?
- Jakim Matem?
- No tym co z nim chodzisz.
- To ty już z kimś chodzisz? Malfoy o tym wie?- zapytała Ginny.
- Nie nie chodze z nikim i Draco nic nie wie, bo niby co? I o jakim ty do cholery Matem mówisz!
- No o tym z twojej dzielnicy. Mat McMacer czy coś takiego.
- A o nim! Już z nim nie chodze.
- Od kiedy?
- Od tamtych wakacji. Zerwałam z nim gdy zaczełam coś czuć do Freda. Zapomniałam ci powiedzieć.
- Aha. No, to oznacza że już nie ma rzadnych przeciwwskazań. Możesz z nim chodzić.
- Wiem!
Wstałam z podłogi i położyłam się do łóżka.
- A teraz idzcie z tąd bo chce spać.
Zakryłam się kołdrą i czekałam aż pujdą. Słyszałam śmiechy, potem trzask drzwi i skrzypienie łóżka. Czyli poszła spać. Myślałam jescze chwile aż pogrążyłam się w świat chodzenia po polanie z Draconem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz