środa, 17 lipca 2013

Przygotowania do balu.

W przerwie na obiad pobiegłam do pokoju wspólnego ponieważ przypomniałam sobie że nie mam sukienki. Wziełam jakiś porzucony kawałek pergaminu i nabazgrałam szybko:

_____________
Mamo, przyślij mi paczką suknię balową. Nie próbuj kupywać mi jakiejś nowej! Chcę moją starą sukienke w której byłam na na twoim ostatnim pokazie.

Tęsknie, Izabella

_____________

Mam nadzieje że nie wyśle mi jakiejś nowej "perełki". Zazwyczaj te jej modowe perełki są po prostu brzydkie więc zawsze sama sobie wybieram to co chcę założyć. Zawinełam list i poleciałam do sowiarni. Szybko znalazłam moją Imagine i przywiązałam jej liścik. 
- To list do mamy. Leć bezpiecznie. A, i jak mama będzie mi chciała przysłać jakąś inną sukienkę niż tą niebieską to ją podziab po rękach. Leć!
Chwile postałam patrząc jak odlatuje i zatracając się w zmartwieniach. "A jeśli kupi mi jakiś badziew i będe musiała w nim iść?" - to będzie straszne.
Usłyszałam dzwonek na lekcje. "Znowu się spóźnie". Złapałam torbe i pobiegłam na zielarstwo.
***
(dzień balu)
Cały czas dziewczyny dopytywały się z kim idę. Za każdym razem jakoś się wykręcałam, ale bałam się że zauważą moje lepsze stosunki z Malfoyem. Mówiąc lepsze stosunki mam na myśli to, że się nie wyzywamy i od czasu do czasu się nawet do siebie uśmiechamy. No ale dłużej już nie ukryje tej tajemnicy. W końcu dzisiaj bal. Oczywiście jeśli na niego pujdę to dowiedzą się o moim sekrecie. Mama nadal nie przysłała sukni. Mam nadzieję że się nie obraziła za to że kazałam Imagine by ją podziobała. Jak tak to koniec ze mną. Siedziałam właśnie zajadając owsiankę i czekając na poranną pocztę. W końcu "Prorok" też musi coś napisać o balu. Ledwo o tym pomyślałam a przez wielkie okna w Wielkiej Sali wleciała hmara sów. Nagle tuż przdemną spadła wielka paczka. Podskoczyłam, porwałam paczkę i pokazałam Imagine miskę i pobiegłam do domitrium. Rzuciłam paczkę na łóżko, otworzyłam ją i wyciągnełam suknię. Od razu zauważyłam że to nie ta sukienka. Była zupełnie inna, ale to wcale nie oznacza że gorsza. Była śliczna. Nie mogłam się doczekać aż ją założę. Usłyszałam że ktoś wchodzi po schodach więc szybko ją wcisnełam w pudełko i wrzuciłam pod łóżko.
- Hej! Co to była za paczka?
- Heeej... od kiedy się interesujesz jakie paczki do mnie przychodzą?
- Od dziś, bo wcześniej do ciebie takie wielkie nie przychodziły. Z resztą nie tylko ja się interesuje. Wszyscy o tym gadają.
- A co w tym takiego ciekawego?
- No to że nikt nie wie z kim idziesz, większość pewnie myślała że wogóle nie idziesz, a tu nagle taka wielka paka, która wygląda jakby była w środku... suknia.
- No tak. To jest suknia. I co z tego?
- No nic, ale myślałam że mi ją pokażesz.
- Zobaczysz jak będe się przebierać.
- Chytrus!
- [pokazałam jej język]
- [a ona mi faka] - po czym wyszła z pokoju.

Ogarnełam minę i wyszłam z domitrium. O dziwo wszyscy Ślizgoni siedzieli w PW. Jak mnie zobaczyli mieli zawiedzione miny. Może myśleli że wyjdę teraz w tej sukni? Głópki. "Może jeszcze zdąże coś zjeść". Poszłam do Wielkiej Sali. Nikogo nie było przy stole Slytherinu przucz Malfoya, Craba, Goyla i Parkinson, a z nimi nie chciałam siedzieć więc poszłam do stołu Gryffindoru. Usiadłam obok Ginny.
- Jak tam?
- A spoko.
- Od kogo ta paczka?
- O boże... od mamy.
- A co w niej było ? - zaciekawił się George.
- A co cię to?
- A tak pytam. - ten jego uśmieszek.

- Sukienka... na bal.
- Ooo, a z kim idziesz? - drugi ciekawski bliźniak.
- Nieważne. A co chcesz zmienić swoją partnerkę?- uśmiechnełam się pociągająco.

- Może, może - uśmiechnął się Fred, ukazując każdego zęba.
- O fuuuu! Możecie przestać!? - wydarła się Ginny.

- Ale co przestać? - zapytałam równocześnie z Fredem.
- No to! Te wasze wzajemne zaloty! - dodała widząc nasze niezrozumiałe miny.
- Nie mogę, jeśli będzie nadal siedzieć naprzeciwko mnie tak śliczna dziewczyna...
Ginny wstała i już chciała odchodzić. Złapałam ją za szatę i ściągnełam spowrotem na ławkę. Fred z Georgem mało się nie popłakali ze śmiechu.
- Robimy bitwe na śnieżki. Możecie później wpaść jak chcecie.
- Nie dziwie ci się że Fred ci się podoba - powiedziała Ginny jak już poszli.
- Czemu?
- Bo jakby mi chłopak takie zaloty robił to też prędzej czy później bym się w nim zabujała.
- No widzisz. Robisz coś teraz?
- Teraz? No wiesz narazie siedzą i z tobą gadam...
- Wiesz że nie o to mi chodzi. Idziemy na bitwę śnieżkową?
- Okej.
Ubrałyśmy się w płaszcze, czapki i szaliki i poszłyśmy na błonia. Byłi tam już: Ron, Harry i Hermiona. Ja doszłam do Freda i Georga a Ginny do Hermiony i reszty. Bitwa trwała i trwała, aż nagle zdałam sobie sprawe że robi się już ciemno a ja muszę się przygotować do balu.
- Stoooooop!- wydarłam się na całe gardło. Pomyślałam że już we mnie nie rzucą więc wstałam. Jak zwykle naiwna ja. Gdy tylko się podniosłam dostałam śnieżką w łeb od Rona. Wszyscy zaczeli się śmiać, ja też.
- Dobra przestańcie! Dziewczyny, czy my czasami nie mamy czegoś do zrobienia?
- Nie...
- Chyba nic...
- Czy aby na pewno...
Odegrałam krótką scene tańca do której włączył się Fred, łapiąc mnie za ręke i trzymając w tali, jak przystało na walca.
- Yyyy! Bal! Przygotowania!
- Właśnie! Dzięki Fred - uśmiechnełam się do niego szarmancko.
- No co tak stoicie! Musimy lecieć! - krzykneła Hermiona.
Zerwałyśmy się biegiem. Na przed ostatnim schodku przed wejściem do Hogwartu Hermiona poślizgneła się i w ostatniej chwili zdąrzyłyśmy ją z Ginny złapać.
- Nic mi nie jest - pisneła roztrzęsiona.
Weszłyśmy do szkoły. Hermiona pobiegła już do domitrium.
- Spotkamy się jeszcze przed Wielką Salą?
- Nie sądze.
- No właśnie. Nie zdąrzyłybyśmy. A więc do balu.
Pomachała mi i pobiegła do pokoju wspólnego Gryffindoru. Zrobiłam to samo. Gdy weszłam do domitrium, ledwo je poznałam. Wszędzie leżały ciuchy, buty i ogólnie rózne rzeczy.
- Tornado tędy przeszło, czy co?
- Nie, to tylko my. - powiedziała Gabrelle
- Widziałaś może moją spinkę?- zapytała Charlotta
- Nie wiem czy wy cokolwiek tutaj znajdziecie - powiedziała Corynelia.
Siedziała na łóżku i zakładała rajtuzy.
Podeszłam do swojego łóżka i wyciągnełam z niego wielkie pudełko. Otworzyłam je, wyciągnełam suknię, położyłam obok i zobaczyłam co jeszcze mama mi wysłała.

- Ja mam pończochy.- powiedziałam do Coryneli. - i podwiązke. Jaką ja mam głupią mame.

- No co ty, moja by mi nigdy pończoch nie dała, bo "za nieprzyzwoite".
- Za to moja mama uważa że są idealne dla mnie.
- Nie wybrzydzaj tylko się przebieraj bo nie zdąrzysz.
Tak więc zaczełam sie ubierać. Zajeło mi samo założenie sukienki i dodatków, około 1h. Potem i tak zdjełam tą sukienkę bo bałam się że ją pobrudzę tuszem do rzęs albo eyelinerem. Jak już się pomalowałam, przyszedł czas na fryzurę. Tak jak makijaż poszedł mi szybko , to fryzura na złość cały czas mi opadała i się psuła. Po następnej godzinie wreszcie wszystko było w jak najlepszym porządku.

Moja sukienka:

Mój makijaż:

Moja fryzura:

Moje butki :

Zauważyłam że dziewczyny już też się ubrały. Każda po kolei zaczeła wychodzić z pokoju.

Sukienka Coryneli:

Sukienka Charlotty:


Sukienka Gabrielle:

Szłyśmy w takiej kolejności. Oprucz mnie bo ja szłam ostatnia. Wyszliśmy z domitrium, po schodach w dół i znalazłyśmy się w pokoju wspólnym. Było w kim pare chłopaków czekających na swoje partnerki, no i troche ciekawskich dziewczyn które chcą zobaczyć jak ubrały się inne. Wszyscy już zaczeli wychodzić, a ja stanełam i czekałam aż zostane sama. Wiesz, super wejście. Wziełam głęboki oddech i ruszyłam w stronę Wielkiej Sali. Gdy tylko stanełam u progu odebrało mi mowę. WS nie wyglądała jak WS. Była błyszcząca, oblodzona jakby cała w diamentach. Zdałam sobie sprawę że wszyscy na mnie patrzą. Zaczełam po mału schodzić po schodkach. Na samym dole czekał na mnie Draco. Możecie sobie wyobrazić ten szok na twarzach wszystkich gdy młody Malfoy wziął mnie pod ręke. Minełam jakąś dziewczynę w pięknej różowej sukni, uśmiechała się do mnie i stała pod ręke z Krumem... zaraz zaraz, przecież to...
- Hermiona? - pisnełam do niej cicho.

Sukienka Hermiony:

Obok stała Ginny. Jej mina była powalająca. Wyglądała jakby miała dostać nagłego ataku serca. Też wyglądała pięknie ale ją już dałam rade poznać.

Sukienka Ginny:

Staneliśmy obok niej i Nevilla. Muzyka zagrała. Tańce zaczeli reprezentanci. Poczułam że ktoś trzyma mi ręke w talii. Zrobiło mi się gorąco. Draco pociągnął mnie na parkiet.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz