niedziela, 14 lipca 2013

Ogłoszenie Dumbledora.

W Hogwarcie zaczynała się już zima. Siedzieliśmy wszyscy w Wielkiej Sali na kolacji. Nagle Dumbledore wstał i powiedział że chce coś ogłosić. Już raz w tym roku coś ogłaszał, Turniej Trójmagiczny. Nie za bardzo się tym przejełam, ale to co usłyszałam tak mnie zszokowało że wyplułam sok dyniowy który właśnie piłam
- Każdy wie że Turniejowi Trójmagicznemu towarzyszy ważna uroczystość. Mówię tu o Balu Bożonarodzeniowym.- (w tym momencie się zakrztusiłam)- jest on tradycją Turnieju. Odbędzie się on w wieczór wigilijny. Na bal mogą przyjść uczniowie od 4 klas wzwyż. Jeśli ktoś z młodszych klas zostanie zaproszony przez ucznia z klas 4-7 może oczywiście przyjść...
Dalej już go nie słuchałam. Rozejrzałam się po Wielkiej Sali. I z kim ja mam pujść na ten bal? Nie ma tu nikogo kto by mi się podobał... no chyba że Fred Weasley, ale on by mnie nigdy nie zaprosił. Najwyżej nie pójde wogóle... Wszyscy zaczeli wstawać. Czyli już skończył gadać. Poszłyśmy z Corynelią do pokoju wspólnego. Gdy weszłyśmy było w nim już dużo osób, w tym Malfoy. Nie miałam ochty się z nim teraz kłócić więc szybko poszłam do domitrium dziewcząt. Przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka ale wiedziałam że i tak nie zasnę.
***
Rano obudziłam się wcale nie wyspana, ale musiałam iść na lekcję. Pierwsze mieliśmy eliksiry z Gryfonami, potem transmutację z Krukonami, wróżbiarstwo i OPCM z Gryfonami. Super. Poszłam na pierwszą lekcję z zamkniętymi oczami. Na szczęście znam tę szkołę na pamięć, gdyby nie to to nie wiem jak bym sobie poradziła.

(tydzień póżniej)

Ten tydzień minął jakoś szybko. Zazwyczaj cieszyłabym się z tego faktu ale teraz gdy zostały 2 dni do balu a ja nadal nie miałam pary... Siedziałam właśnie w pokoju wspólnym i rysowałam w moim zeszycie.

Tak. To właśnie będe robić podczas gdy wszyscy będą tańczyli w Wielkiej Sali. Będe leżeć i ryczeć że jestem brzydka, dlatego żaden chłopak nie chciał mnie zaprosić. Rozejrzałam się. Byłam sama w pustym pokoju wspólnym. Zamknełam zeszyt i jeszcze chwile siedziałam patrząc w kominek. Myślałam o tym czy czasami sama nie mogłabym kogoś poprosić... Oczy zaczeły mi się się zamykać. Wstałam, wziełam zeszyt ze stolika i już miałam iść w stronę schodów gdy do PW wpadła rozchichotana banda; Malfoy i kumple. Stanełam jak słup. Wryło mnie w ziemie. Co oni robią o tej porze? Gdy koledzy Malfoya mnie zauważyli od razu przestali się śmiać. Jeden z nich uderzył Blondaska bo tak się śmiał że mnie nawet nie zauważył. Malfoy od razu przestał się śmiać, spojrzał znacząco na swoich kumpli a ci poszli do domitrium chłopców. Podczas gdy oni doszli do schodów ja dalej stałam jak słup. Malfoy dalej stał w tym samym miejscu w którym był. Patrzałam na niego czekając na jakiś ruch, a ten tylko stał i gapił sie na swoje buty. Nie wiem ile tak staliśmy, ale Malfoy w końcu podniósł głowę i podszedł do mnie. Stanął tuż przedemną, bliżej niż kiedykolwiek wcześniej. Uśmiechał się, a mi ten uśmiech wydawał się piękniejszy niż wcześniej. Znaczy, wcześniej wogóle nie wydawał mi się piękny, ale teraz... te białe zęby, te oczy... Poczułam nagły przypływ ciepła, tylko dlaczego? Nienawidziłam go przecież... Patrzałam w jego oczy, a wszystko we mnie się kłóciło; "Nie cierpisz go! To tylko jakieś głupie zamroczenie bo za wszelką cenę chcesz iść na bal". Odeszłam od niego. Nie mogłam tak dłużej stać. Odwróciłam się w stronę schodów gdy usłyszałam jego głos.
- Yyy... poczekaj! Chciałem się tylko zapytać...
Zatkało mnie. "Nie, nie pytaj o to, tylko nie o to".
- Poszłabyś ze mną na ten bal? No bo słyszałem że ty nie masz pary i ja też nie mam więc...
- Dobra. - powiedziałam bez namysłu. Głupia debilka.
- Ohh... to fajnie. To... jutro ustalimy gdzie się spotkamy i wogóle... okej?
- Yhy.
I zwiałam do domitrium. Głupi wstydziuch ze mnie. Nawet się do niego nie odwróciłam jak rozmawialiśmy. Ahh... nieważne. Położyłam się do łóżka i teraz byłam pewna że sobie nie pośpie za długo.
***
Tak jak mówiłam, spałam około 10 minut. Nie mogłam zasnąć, nie mogłam przestać myśleć... o tym... o nim. Postanowiłam że powiem Corynelii później, w dzień balu (:D). Wstałam z łóżka, ubrałam się i popędziłam na śniadanie. Gdy byłam przed WS zobaczyłam że przed nią stoji owa grupka kolegów z Malfoyem i z Pansy. "Raz się żyje" - pomyślałam i podeszłam do Malfoya. Uśmiechnełam się do niego i powiedziałam z zadziwiającą mnie odwagą i swobodą.
- Nie musisz po mnie przychodzić. Możesz czekać na mnie w Wielkiej Sali. Będe przed rozpoczęciem tańców.
- O czym ona mówi Draco! - zapiszczała od razu Pansy.
- O Balu Bożonarodzeniowym oczywiście - odpowiedziałam jej uśmiechając się złośliwie. Wiedziałam że jest zakochana w Malfoy'u.
- Co? Ale Draco...
- No to do zobaczenia Draco - powiedziałam i odeszłam. Słyszałam jak za moimi plecami kumple Malfoya powtarzają jego imię szeptem. W końcu pierwszy raz je wymówiłam. Zawsze tylko, Malfoy, Malfoy, Zasmarkany Blondasek, Dupoliz, Kochający-Snape'a-Bardziej-Niż-Żel-Do-Włosów itd., ale nigdy Draco. Uważałam że mówiąc jego imie wyrażałabym mu jakiś szacunek więc wolałam nie. Usiadłam przy stole Ślizgonów. Zjadłam to co miałam zjeść, przeczytałam "Proroka Codziennego" i poszłam na ostanie przed Bożym Narodzeniem lekcje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz