- Co ci? - zapytała Corynelia gdy stanełam przed drzwiami gapiąc się w nie z przestraszoną miną.
- Nic.
- No to chodźmy...
- Zaraz. - powiedziałam, po czym podeszłam do mojego łóżka i wziełam z niego mojego ukochanego misia.
- Chyba nie chcesz z nim iść na śniadanie i chodzić przez wszystkie lekcję.
- Jasne że nie.
Wyciągnełam różdżkę i transmutowałam misia w bransoletkę i ją założyłam.
- Możemy iść. - powiedziałam i ruszyłam do WS.
Z każdym krokiem serce waliło mi coraz bardziej. Gdy byłam już przy Wielkiej Sali myślałam że zemdleję. Zaczełam pocierać bransoletkę. "Nie bądź tchórzem, idź". Weszłam do WS i poszłam do stołu Slytherinu. Usiadłam koło Dracona.
- Cześć. - przywitałam się.
- Cześć.
Dał mi buziaka. Z całej siły starałam się zachować kamienną twarz i udawać że to norma ale w środku właśnie tańczyłam sambę. Draco trzymał w rękach wczorajszego "Proroka", a że nie czytałam wczorajszego "Proroka" to mu go zabrałam. Tak więc zajadałam jak zwykle owsiankę z mlekiem i czytałam wczorajszą gazetę.
- I co? Jest coś ciekawego?
- A co ty nie czytałeś?
- Jak miałem przeczytać jak mi zabrałaś? - zaśmiał się słodko.
- Nic nie ma. Tylko napisali że na balu były Fatalne Jędze i napisali z kim przyszli reprezentanci.
- A z kim przyszedł ten ulubieniec sz...
- Dokończ to słowo a rzucę na ciebie upiorogacka!
- Potter.
- Z Parvati Patil.
Prychnął.
- Mam nadzieję że zginie w tym turnieju.
- Ej! Przy tej swojej bandzie możesz mówić takie rzeczy ale Harry to mój kolega i nie mam zamiaru słuchać takich głupot!
Wstałam od stołu Ślizgonów i poszłam w stronę cieplarni. W końcu zaraz mam zielarstwo.
***
(po lekcjach)
Siedziałam właśnie w pokoju wspólnym przy kominku i rysowałam jak zwykle w moim zeszycie.
Na kanapie za mną siedział Draco. Pogodziłam się z nim, znaczy nawet się nie pokłóciliśmy bo ja tylko powiedziałam to co myślałam a że on mnie przeprosił za to to się "pogodziliśmy".
- Co rysujesz?
- A co cię to? - zatrzasnełam zeszyt.
- No nic, tak się pytam. Chodź.
Złapał mnie za ręke i pociągnął na zewnątrz. Zatrzymał się dopiero na Wieży Astronomicznej. Nie byłam tu nigdy wcześniej. Było tu pięknie.
- I co?
- Ee... jest... cudownie.
Draco złapał mnie za ręce i pocałował.
- Kocham Cię... - szepnął.
Nie musiałam się zastanawiać nad odpowiedzią. Byłam pewna swoich uczuć.
- Też Cię kocham. Bardzo.
Zabawne. Jeszcze dwa tygodnie temu powiedziałabym że go nienawidze, a teraz kochałam go nad życie. Wiedziałam że ta miłość będzie trwała wiecznie. Że przetrwa wszystko.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz